Wypalenie zawodowe nie zawsze wygląda jak leżenie w łóżku. Czasem długo wygląda jak sukces.
Zanim się wypaliłam, długo płonęłam.
Lubiłam ten moment, kiedy pojawiał się kolejny duży projekt. Tempo, odpowiedzialność, poczucie, że dzieje się coś ważnego. Lubiłam być osobą, do której przychodziło się po rozwiązania. Tą, która potrafiła ogarnąć chaos, wziąć na siebie więcej i doprowadzić sprawy do końca.
Nie było w tym wyłącznie przymusu. Była też autentyczna satysfakcja. Praca dawała mi poczucie sprawczości, kompetencji i znaczenia. Z każdym kolejnym sukcesem rosło przekonanie, że właśnie tak wygląda dorosłe życie, na które przez lata pracowałam.
Dlatego kiedy dzisiaj myślę o początku wypalenia zawodowego, nie widzę kobiety, która przestała sobie radzić. Widzę kobietę, która radziła sobie bardzo dobrze. Być może nawet za dobrze, bo nauczyła się przekraczać własne granice z taką wprawą, że z czasem przestała je zauważać.
Przecież wszystko jest w porządku
W poniedziałek prowadzisz spotkanie. We wtorek kończysz prezentację. W środę pojawia się kolejny problem i oczywiście znajdujesz rozwiązanie. W czwartek pracujesz dłużej, a w piątek odliczasz godziny do weekendu.
W sobotę masz urodziny koleżanki. Obiecałaś, że przyjdziesz, więc idziesz, choć najchętniej zostałabyś w domu. Przy stole toczą się rozmowy, ktoś opowiada o wakacjach, ktoś o nowej pracy. Uśmiechasz się, zadajesz pytania, uczestniczysz. W pewnym momencie patrzysz na zegarek i odkrywasz, że minęło dopiero czterdzieści minut.
Jeszcze niedawno podobne wieczory sprawiały Ci przyjemność. Teraz wymagają wysiłku, na który właściwie nie masz już zasobów.
Wracasz do domu i czujesz ulgę, że nie musisz z nikim rozmawiać. Niedzielę spędzasz na odzyskiwaniu energii, ale gdzieś po południu pojawia się znajome napięcie. Jutro znowu praca.
W poniedziałek rano wstajesz, robisz kawę i zaczynasz od nowa.
Nikt nie widzi w tym niczego szczególnego. Ty też niekoniecznie. Przecież nadal pracujesz, spotykasz się z ludźmi i realizujesz swoje obowiązki.
Problem w tym, że coraz więcej energii zużywasz na samo funkcjonowanie, a coraz mniej zostaje Ci na życie.
Kiedy niezawodność staje się pułapką
Światowa Organizacja Zdrowia opisuje wypalenie zawodowe jako zjawisko wynikające z przewlekłego stresu w pracy, z którym nie udało się skutecznie sobie poradzić. Jego charakterystyczne wymiary to wyczerpanie, narastający dystans lub cynizm wobec pracy oraz obniżone poczucie skuteczności zawodowej.
Najważniejsze jest tutaj słowo „przewlekły”.
Bo wypalenie nie musi wydarzyć się nagle. Może zbierać się przez miesiące kolejnych „jeszcze tylko skończę”, lunchów jedzonych przed komputerem i urlopów, podczas których sprawdzasz służbowe wiadomości.
Najbardziej podstępne jest to, że wyczerpanie nie odbiera Ci natychmiast kompetencji, które budowałaś przez kilkanaście lat. Możesz coraz gorzej się koncentrować i nadal oddawać projekty na czas. Możesz nie odczuwać już satysfakcji z pracy i nadal otrzymywać pochwały.
Co więcej, kiedy zaczyna brakować energii, możesz próbować nadrabiać to jeszcze większym wysiłkiem. Trudniej Ci się skupić? Zostajesz dłużej. Masz wrażenie, że tracisz kontrolę? Planujesz dokładniej. Popełniasz drobny błąd? Przez następne dni sprawdzasz wszystko trzy razy.
W ten sposób strategie, które kiedyś pomagały Ci osiągać sukcesy, mogą zacząć podtrzymywać przeciążenie.
Nie chodzi o to, że ambicja czy odpowiedzialność są problemem. Znaczenie mają również warunki pracy, obciążenie, wsparcie i możliwość regeneracji. Ale warto przyjrzeć się temu, co kryje się pod własną potrzebą nieustannego dowożenia.
Czy Twoje poczucie własnej wartości przez lata tak mocno splotło się ze skutecznością, że odpoczynek zaczyna przypominać zaniedbanie?
Ile kosztuje mnie to, że wciąż daję radę?
Nie każde przewlekłe zmęczenie oznacza wypalenie, podobne objawy mogą mieć również inne przyczyny zdrowotne i warto je skonsultować z lekarzem, zwłaszcza gdy się utrzymują.
Ale nie musisz czekać, aż całkowicie przestaniesz funkcjonować, żeby potraktować swój stan poważnie.
Dlatego zamiast kolejny raz pytać siebie: „Czy nadal daję radę?”, spróbuj zostać przez chwilę z innym pytaniem.
Ile kosztuje mnie dzisiaj to, że wciąż daję radę?